Okładka

Kapitalizm po polsku

Dane szczegółowe:
  • Oprawa miękka
  • Liczba stron 180
  • Wymiar [mm] 145x205
  • EAN 9788371886997
  • ISBN 83-7188-699-3
  • Data 2001-01-04
  • ID 3517
Cena: 32.30
Pozycja dostępna
Wyślemy w czasie: 24 h
Wejście Polski do Unii Europejskiej jest bez wątpienia wydarzeniem historycznym. Sformułowanie to jest oczywistym truizmem, jednak wyzwania, jakie ono dla Polski niesie, trywialne wcale nie są. Polska staje przed zadaniem odnalezienia się w Unii Europejskiej, która sama przeżywa kryzys tożsamości, rozdarta sporami o duchowe źródła i cele swego istnienia. Nie umniejszając wagi tych sporów, warto zwrócić uwagę na fakt, iż oprócz wielkiego eksperymentu europejskiej jedności. Unia stanowi precyzyjne narzędzie polityczne i gospodarcze służące do realizowania określonych celów; stanowi swoisty klub polityczno-ekonomiczny. Dlatego też niezwykle istotne wydaje się zrozumienie mechanizmów nim rządzących. Równie istotne wydaje się ich właściwe zastosowanie we wszystkich państwach, które do Unii wstępują. Nie uda się tego jednak osiągnąć bez uprzedniego zdiagnozowania rzeczywistości społecznej, politycznej, gospodarczej i ustrojowej tych krajów. Trafna diagnoza warunków, w jakich się w tej chwili znajdujemy, pozwoli wykorzystać szansę oraz zminimalizować zagrożenia czy skutki uboczne, jakie niesie rozszerzenie Unii Europejskiej. Wiele spośród podejmowanych ostatnio prób opisania kondycji państwa polskiego, obciążonych było piętnem polityczności, które wykluczało ich obiektywność. Przeprowadzane były z potrzeb politycznych i politycznym celom miały służyć. Obarczone były również błędem politycznej mistyfikacji: każda niemal ekipa rządząca III RP, zaczynała swą kadencję przede wszystkim od wykazania niepowodzeń swoich poprzedników. Absolutyzowano porażki i błędy przeciwnika licząc na możliwość zawłaszczenia późniejszego ewentualnego sukcesu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak jest to zwyczajny zabieg retoryczny. Lecz jeśliby tę retorykę potraktować bardziej dosłownie okazałoby się wówczas, że stanem wyjściowym III RP był jakiś Złoty Wiek, rok 1989 był datą wygnania Polaków z jakiejś Ziemi Obiecanej. Korzystna politycznie mistyfikacja obarczona jest co najmniej dwoma fundamentalnymi błędami. Po pierwsze rok 1989 był momentem, w którym Polska znajdowała się w stanie poważnego kryzysu, zarówno finansowego, administracyjnego jak i politycznego; jednego z najpoważniejszych kryzysów w historii. Mistyfikacja polegałaby tu na krótkiej pamięci historycznej. Po drugie, Polska nie znajduje się w jakiejś specjalnej enklawie historycznej - światowe wydarzenia ostatniej dekady XX wieku i początku XXI miały na stan III RP wpływ równie istotny, co jej początek, czy działania jej przywódców. To co działo się w Polsce było wynikiem katastrofalnego stanu, w jakim znalazło się państwo u schyłku PRL-u, licznych prób reformy kraju, oraz wydarzeń zewnętrznych, nie zaś jego nieustannej korupcji, co niektórzy zdają się sugerować. Diagnozowana przeze mnie mistyfikacja nie może stać się oczywiście narzędziem usprawiedliwiania wielu fatalnych błędów, jakie popełniły w tym czasie polskie rządy. Często bowiem rozmaite stronnictwa wykorzystują koniunkturę międzynarodową do wyolbrzymiania własnych zasług lub demonizowania błędów przeciwnika. Ważne jest jednak, by umieć dostrzec ogrom przemian, jaki nastąpił po 1989 roku, których nie pozwalają nam widzieć politycy. Zrozumienie stanu wyjściowego oraz sporządzenie bilansu przemian jest warunkiem pojęcia polskiej współczesności. Zafałszowany obraz kondycji państwa polskiego przyczynia się do niemożności zdefiniowania celu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, co z kolei wzbudza coraz większą niepewność, jaką to wydarzenie wywołuje w społeczeństwie. Wzmocnione są one również fałszywym postawieniem kwestii integracji. Nie ma miejsca na rzeczową dyskusję, której miejsce zastępuje kolejna mistyfikacja: jeśli historia ostatnich kilkunastu lat oparta jest na micie nieustannego rozpadu i degradacji, gdy zatarło się pojęcie dobra wspólnego czy narodowego interesu, to jedyną szansą na przekonanie społeczeństwa do integracji z UE jest rozbudzenie partykularnych egoizmów. Korzystają na nim przede wszystkim politycy, gdyż możliwość przypisania sobie uczestnictwa w procesie, który zaowocował korzyścią obywateli, staje się pożądanym politycznym kąskiem. Integracja z Unią Europejską zostaje więc spartykularyzowana i całkowicie upartyjniona. Zmienia się w narzędzie politycznej walki, w której liczą się wyłącznie interesy grupowe, l tak na integracji mają skorzystać studenci, gdyż będą mogli wyjeżdżać na zagraniczne uniwersytety, przedsiębiorcy, bo otworzą się przed nimi nowe rynki, skorzystają z rozmaitych powodów lekarze, prawnicy, pielęgniarki, robotnicy, kucharze, mleczarze czy ślusarze. Podobna jest argumentacja przeciwników Unii - stracą emeryci, gdyż podrożeje masło i chleb, stracą renciści, gdyż podrożeją lekarstwa, rolnicy, bo ziemię wykupią obcy, niechybnie stracą matki, dzieci, księża, nauczyciele. Argumenty te mogą być oczywiście prawdziwe, kłopot polega jednak na tym, że interes stanu, dobro wspólne, Polska, to wszystko okazuje się nieistotne podczas europejskiej licytacji. Niestety to charakterystyczne w ostatnich latach podejście, jest nie tylko fałszywe, lecz szkodliwe. Fałszywe, gdyż - nawet przy założeniu, że Unia jest tworem głównie gospodarczo-politycznym - nie można sprowadzić efektu integracji wyłącznie do korzyści poszczególnych obywateli. Oczywiście dobro poszczególnych grup składa się na dobro wspólne, wszelako interes poszczególnych grup nie jest z konieczności tożsamy z interesem narodu, podobnie jak interes partyjny z interesem państwa. Szkodliwe zaś dlatego, że prowadzi do dalszej demoralizacji społeczeństwa, które przestaje się czuć odpowiedzialne za Polskę, biernie oczekując na mające przybyć z Brukseli albo nieszczęścia, albo konfitury. Na partykularyzmach buduje się więc programy polityczne, powielając fałszywą wizję polskiej historii, która utrudnia zrozumienie tego, co dzieje się naprawdę: czym jest Polska, czym Unia a czym integracja. Nawet jeśli powstawały ostatnio rzetelne próby opisania polskiej rzeczywistości, to niestety często brakowało woli, by je zaakceptować i wyciągnąć z nich należyte wnioski. Skłonny jestem upatrywać tu przyczyn w coraz głębszej alienacji polskich intelektualistów i oderwaniu polskiej polityki od publicznej debaty. W długofalowym planowaniu polityki wewnętrznej i zagranicznej nie można opierać się wyłącznie na opiniach polityków, lecz potrzeba często odwołać się do ekspertów. Z tych właśnie powodów potrzebna jest, wydaje się, nawet szkicowa i skromna, próba opisania realiów współczesności. Wymaga to przede wszystkim podjęcia wyzwania wypracowania narzędzi do jej opisu. Oddawany do czytelników tom stanowić ma przyczynek do ich stworzenia, do intelektualnego namysłu nad polską gospodarką, przyczynek do zrozumienia tego, czym jest i czym powinna być w nowoczesnym państwie myśl polityczna oparta na filozofii i ekonomii, rozumiejąca swe filozoficzne źródła i polityczne uwarunkowania. Oczywistym założeniem wszystkich prezentowanych w niniejszym tomie tekstów jest niezwykle istotna rola gospodarki w nowoczesnym państwie. Gospodarka oparta jest zaś przede wszystkim na własności prywatnej. Dlatego też tom rozpoczynają dwa artykuły poświęcone własności. Miłowit Kuniński dowodzi w pierwszym, dlaczego własność wydaje się być w filozofii nowożytnej tak ściśle skorelowana z pojęciem wolności i dlaczego imperatyw ochrony wolności realizowany jest we współczesnych państwach dzięki ochronie własności. Ochrona własności wymaga dokładnego jej zdefiniowania: Bogdan Szlachta zastanawia się więc nad znaczeniem pojęcia własności, szczególnie na gruncie prawa. Kolejny artykuł pokazuje relację państwa i własności z innej perspektywy: Krzysztof Nędzyński opisując w nim sposób, w jaki własność obywateli buduje państwo w postaci przekazywanych przez nich państwu podatków, analizuje relację pomiędzy ich wysokością a dobrym państwem. Część prezentacji ekonomicznych podstaw państwa kończy Aleksander Surdej opisując mechanizmy, za pomocą których państwo reguluje relacje własności - poziom ingerencji państwa w gospodarkę. Konieczność tej ingerencji stanowi swoisty dowód na istnienie państwa; gdyby ingerencja ta nie była potrzebna, państwo nie musiałoby istnieć. Część opisującą polskie realia rozpoczyna analiza polskiej gospodarki po 1989 roku pióra Tadeusza Syryjczyka. W kolejnym artykule Tomasz Gruszecki analizuje najbardziej charakterystyczne dla polskiej gospodarki koncepcje: etatystyczną, oligarchiczną i enterprenerską. Poważnym zagrożeniem dla polskiego państwa i gospodarki wydaje się korupcja, dlatego też jej poświęcone są artykuły Grażyny Kępińskiej i Antoniego Kamińskiego, przedstawiające ten problem z różnych perspektyw. Jak zauważyłem powyżej, wydarzenia gospodarcze na świecie mają istotny wpływ na polską gospodarkę, więc w artykule kończącym część drugą Aleksander Surdej szczegółowo analizuje zjawisko globalizacji i jego konsekwencje dla tradycyjnie pojmowanej roli państwa. Nie potrzeba oczywiście analiz, by stwierdzić, że Polska nie jest i w najbliższym czasie nie będzie potęgą gospodarczą. Są one jednak potrzebne po to, by dowiedzieć się, co należy robić, by Polska nie pozostała krajem biednym, skorumpowanym i nieatrakcyjnym, by nie stała się prowincją świata. Wydaje się, iż mimo braku kapitału nie brakuje nam zasobów ludzkich i warunków rozwoju. Dlatego też trzeba zrobić wszystko, by atutem Polski stał się profesjonalizm i konkurencyjność. Mamy bowiem możliwości, by zainwestować w naukę. W świecie, w którym tradycyjnie pojmowana produkcja, szczególnie przemysłowa, ustąpiła miejsca rozmaitości wyspecjalizowanych usług, Polska może stać się ojczyzną wybitnych specjalistów, świetnych fachowców, naukowców, którzy będą największym naszym bogactwem. Równocześnie uzasadnione wydają się próby uczynienia Polski krajem bardzo konkurencyjnym w "zmniejszającym" się świecie. Konkurencja nie oznacza wyłącznie warunków ekonomicznych, lecz również stabilne mechanizmy państwowe, legislacyjne, antykorupcyjne, oszczędną i przewidywalną politykę podatkową, niskie koszta pracy, dobrą infrastrukturę oraz "przedsiębiorczy" obyczaj, który może przyciągnąć inwestorów. I chociaż wszystkie wymienione tu lekarstwa wymagają kosztów, wymagają również czegoś, czego nie można wyrazić w kategoriach ekonomicznych: wiedzy, odwagi i determinacji. Michał Szułdrzyński

Zobacz również:

Menu00
Top